Walentynkowe serduszko dla Zosi

Historie świętych często wiążą się przypadkami cudownych uzdrowień. Dotyczy to również Św. Walentego. Może nie wszyscy, to wiedzą, ale ów biskup rzymski, to nie tylko patron zakochanych. Był on bowiem lekarzem z wykształcenia, który zasłynął leczeniem chorych na padaczkę (jeden z obrazów Lucasa Cranacha Starszego przedstawia świętego, który uzdrawia z padaczki chłopca). Dlatego stał się on również patronem epileptyków.

Przywołuję tę postać z pamięci na zasadzie bardzo luźnych skojarzeń. Może trochę doszukując się symboliki i głębszego sensu w moich działaniach (nawet tych najprostszych) i w historiach, które mnie spotykają. Piszę o nim, bo ma to związek z moją dzisiejszą wizytą u Zosi (dziewczyny, która była w śpiączce.) właśnie w dzień Świętego Walentego. Przybyłam do niej jak zwykle z olbrzymią nadzieją i chęcią pomocy. Przyniosłam jej dzisiaj czekoladowe serce od Świętego Walentego. Czym dla niej dziś było to serce? słodkim przysmakiem, który topił się w ustach i dłoniach, kiedy je obgryzała? świadectwem miłości i oddania drugiego człowieka? nadzieją na wyzdrowienie?

Komentarze »

Napisz pierwszy komentarz.

RSS · Subskrybuj Komentarze. Odnosnik URI

Napisz Komentarz

Powered by WordPress